Blog

02 grudnia 2016

Jak to naprawdę jest z tym karmieniem niemowląt...?

Zastanawiam się ciągle jak to jest naprawdę z tym karmieniem i nie karmieniem piersią w naszym kraju. Dlaczego mówi się zawsze tylko o dwóch przeciwległych frontach, czyli o „terroryźmie laktacyjnym” (określenie znienawidzone zarówno przez same zainteresowane jak i stronę przeciwną) a także o mamach karmiących sztucznie i to sztuczne karmienie wychwalających pod niebiosa? Skąd bierze się ten sztywny podział, bo myślę, że właśnie taki istnieje w świadomości wielu kobiet. Dlaczego tak trudno i opornie idzie nam dyskusja na temat karmienia i co z niej wynika dla statystyk karmienia piersią w naszym kraju? Kto w tym temacie robi dobrą, a kto złą robotę? Bo żeby nie było wątpliwości - karmienie piersią jest najlepszym, jedynym i najwłaściwszym sposobem karmienia niemowląt gatunku ludzkiego i jako takie nie wymaga uzasadnienia. Wszystko co tu piszę i będę pisać ma służyć poszerzaniu świadomości kobiet na ten temat. Natomiast nie reprezentuje żadnego z frontów. Jestem mamą, która swoje pierwsze dziecko karmiła mieszanie, czyli piersią i dokarmiała butelką. A teraz drugie dziecko od 6 -ciu miesięcy karmię z powodzeniem wyłącznie piersią i uważam to za swój ogromny osobisty sukces.
 
Mając dwa tak odmienne doświadczenia w karmieniu za sobą, czuję się uprawniona do napisania tego postu. Kiedy zaszłam w drugą ciążę, zaczęłam analizować co przy pierwszym dziecku wpływało tak naprawdę na moją drogę mleczną. Na drogę poniekąd nieudaną (ale wiem to również dopiero teraz). Bo dopiero z perspektywy czasu mogę obiektywnie ocenić dlaczego tamtym razem nie wszystko poszło tak jak tego chciałam, co wtedy czułam, myślałam, co wiedziałam, kogo słuchałam, skąd czerpałam wzorce i kogo się radziłam. Nie będę tu opisywać osobistych przeżyć i szczegółów początków karmienia (bo chyba właśnie wtedy stało się najwięcej „złego”). Pomimo iż jestem zwolenniczką karmienia naturalnego, nie mam i nie miałam wyrzutów sumienia ani poczucia winy że podaję dziecku butelkę. Ani wtedy kiedy to się działo, a moja wiedza i świadomość była nikła przy tym co wiem teraz, ani teraz kiedy wiem, że mogło być inaczej i dlaczego nie było.
 
Młodym mamom brakuje rzetelnej wiedzy laktacyjnej i świadomości, że trzeba jej szukać i gdzie jej szukać, ale to chyba nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że nawet jak zaczynają się interesować tematem, kiedy szukają, czytają i pytają to trafiają na jeden albo drugi skrajny front. Bo albo dowiadują się że mm jest super, dzieci mają się dobrze a mamy „nie musiały się męczyć z karmieniem piersią a do tego maluch od 3-go miesiąca przesypiał noce”. Albo trafiają na fora, czy blogi zaangażowanych aktywistek karmiących wyłącznie piersią i szerzących rzetelną wiedzę. Które z kolei choć pełne najlepszych intencji, nie zdają sobie sprawy, że przez swoją bezkompromisowość w podejściu do karmienia piersią robią czasem bardzo złą robotę. W tych miejscach jest najczęściej bardzo radykalnie. Tam myślenie i przekaz zaczynają się od tego, że wszystkie mamy, które nie karmią wyłącznie piersią padły ofiarą współczesnej cywilizacyjnej klęski i spisku korporacji czerpiących zyski z karmienia sztucznego. Że są od co najmniej dwóch pokoleń pod silnym wpływem mody na nie karmienie piersią, oraz są nieświadomymi swojego położenia istotami co skutkuje ogromną krzywdą jaką wyrządzają swoim karmionym sztucznie bądź dokarmianym sztucznie dzieciom.
 
Zapewne powyższe zdania wywołają falę oburzenia u promotorek karmienia piersią. Mam całkowite przekonanie, że to co robią ma ogromny sens, że dzięki takim inicjatywom i najróżniejszym organizacjom powołanym do życia żeby promować karmienie piersią jest skąd czerpać informacje i można otrzymać wsparcie niemedyczne. Ale bijący z tych miejsc fanatyzm często odstrasza, odrzuca, powoduje organiczną niechęć zdezorientowanej, przerażonej, niewyspanej, obolałej po porodzie młodej mamy. Takie były i są odczucia moje i wielu znajomych kobiet. Niemalże na każdym forum gdzie można spytać o radę dotyczącą karmienia, na pytającą spływa zazwyczaj fala hejtu. Za dokarmianie, za karmienie zbyt krótkie, zbyt długie, za niekarmienie piersią, za rezygnację z karmienia, za nieprzetrwanie kryzysów laktacyjnych, za błędy które popełniła, za brak wyrzutów sumienia przez karmienie sztuczne czy dokarmianie, za podanie smoczka, za podanie mleka z butelki etc. Można by tak wymieniać w nieskończoność. Żeby nie być niesprawiedliwą - można tam dostać pomoc i dobrą poradę, ale bywa ona często przytłoczona przez falę krytyki i bezkompromisowość w odpowiedziach. Zamiast dostać wsparcie, zostać pokrzepioną i wyjść z pozytywnym nastawieniem, często pozostaje niesmak i poczucie ścisłego podziału, ścisłej przynależności do jednej czy drugiej grupy. A mama mająca problemy z karmieniem piersią która przypuśćmy, że dokarmiła kilka razy swoje dziecko sztucznie, przestaje być „idealną mamą karmiącą piersią”. Komunikaty jakie dostaje od promotorek karmienia piersią albo raczej forma w jakiej je dostaje sprawia, że często wycofuje się z walki o udane karmienie naturalne. Bo to zwyczajnie zniechęca. I w takim momencie wbrew ogólnej teorii to wcale nie agresywny marketing produktów zastępujących mleko kobiece jest winny niepowodzenia w karmieniu piersią.
 
W tym całym zamieszaniu wokół karmienia brakuje zdrowego rozsądku, nie można znaleźć miejsca dla mam które są gdzieś po środku między butelką a piersią. Panuje fanatyzm i bezkompromisowość w wypowiedziach, kobiety atakują siebie nawzajem, jedna strona ściera się z drugą. A efekt jest taki, jaki być nie powinien. Bo na czym nam wszystkim zależy najbardziej? Na przyjaznym, przychylnym podejściu do siebie nawzajem, do swoich problemów, decyzji, na tolerancji, na wzmacnianiu działań dzięki którym choć kilka kolejnych mililitrów matczynego pokarmu trafi do jakiegoś małego brzuszka. Więc pamiętajmy o tym, kiedy przyjmujemy bezkompromisowe, jednorodne stanowisko wobec spraw toczących się wokół karmienia. Bo to wcale nie przekłada się na efekty jakich byśmy wszystkie oczekiwały.
 
M.

Newsletter

Oprogramowanie sklepu internetowego Sellingo.pl