Blog

12 grudnia 2016

Dlaczego nie warto kupować słoiczków dla niemowląt


Istnieje kilka powodów dla których nie warto kupować i podawać gotowych posiłków w słoiczkach niemowlętom. Pod lupę wzięłam trzy najpopularniejsze renomowane marki żywności dla niemowląt. A więc do rzeczy.
 
Po pierwsze ekonomia. Posiłki w słoiczkach są najzwyczajniej w świecie bardzo drogie. Maleńki 125 gramowy słoiczek jednoskładnikowego dania to przedział cenowy od 4,50zł do 6zł w zależności od sklepu. Taki słoiczek to jeden mini posiłek dla bardzo małego niemowlęcia czyli na początku przygody z rozszerzaniem diety. Takie słoiczki to na przykład „marchewka”, lub „jabłko”, czasem „marchewka z ziemniakiem”. Z jaką marżą mamy do czynienia? Kilkogram polskich jabłek, ziemniaków czy marchwi to koszt około 2zł. Kupując taki słoiczek płacimy za kg jabłek średnio 40zł. To 2000% drożej niż gdybyśmy poszły na bazarek po świeże, polskie jabłka od sadownika. Jeśli chodzi o większe dania słoiczkowe, wieloskładnikowe dania obiadowe, zupy czy desery, sytuacja ma się jeszcze gorzej, bo ich koszt dochodzi do 8-9 złotych a zawartość przygotowana w warunkach domowych nie ma prawa przekraczać kosztu 1zł. Najdroższy składnik dań obiadowych czyli mięso (zazwyczaj kurczak, indyk, królik lub cielęcina) stanowi z reguły 8 do 10% zawartości dania, reszta to zboża i warzywa, które jak wiemy w Polsce są tanie jak barszcz.
 
Po drugie dodatki do dań w słoiczkach. Kiedyś karmienie dziecka daniami gotowymi w słoiczkach kojarzyło mi się z luksusem, wygodą, z podawaniem dziecku tego co najlepsze, najczystsze, najzdrowsze. Jakież było moje zdziwienie kiedy przejrzałam składy kilku najpopularniejszych słoiczków owocowych i warzywnych. Co z tego, że śliwka pochodzi z uprawy ekologicznej, kiedy jest jej w tylko 50%, a pozostałe 50% stanowią najróżniejsze dodatki, w tym cukier (tak! cukier!!!) i dwa rodzaje skrobi. Dlaczego chcąc podać dziecku tylko śliwkę karmię go jednocześnie kleikiem ryżowym, grysikiem kukurydzianym, syntetyczną witaminą C i cukrem? Dlaczego podając jabłko, dziecko musi dostać kwas cytrynowy i przeciwutleniacz? Dlaczego w deserku „jabłka z bananami i morelami” znajduje się zagęszczony sok z białych winogron? Dlaczego w innym słoiczku jabłkowo - brzoskwiniowym w składzie pojawia się 8% gruszka, a na etykiecie głównej nie ma o tym słowa? W niemalże wszystkich daniach obiadowych jednej z trzech wiodących firm znajduje się zagęszczony (a więc przetworzony) sok jabłkowy lub winogronowy. Oczywiście te wszystkie dodatki i składniki są dopuszczonymi zgodnymi z przepisami substancjami mogącymi się znajdować w żywności dla niemowląt. Tylko po co? Nasze dzieci mają jeszcze czas na zmasowany atak wysoko przetworzonej żywności naszpikowanej chemią, cukrem, polepszaczami i konserwantami. A ja sama chcę decydować o tym, czy do musu owocowego chcę dodać zboże w postaci kleiku ryżowego czy też nie.
 
Po trzecie monotonia i ograniczenia. Karmiąc dziecko daniami gotowymi ze słoiczków jesteśmy zdane na fantazję i kreatywność producenta. Czyli menu naszego malucha opiera się na kilku składnikach. Wymyślne nazwy dań mają sprawiać wrażenie bogatej i różnorodnej oferty. Tak nie jest. W słoiczkach obiadowych królują: marchew, ziemniaki, seler, biały ryż, biały makaron, czasem groszek czy brokuły, a jedynym tłuszczem dodawanym do dań jest olej rzepakowy. Próżno szukać w gotowych daniach pysznych, prozdrowotnych, podnoszących odporność, wprowadzających w kulinarny świat składników jak: bakłażan, natka pietruszki, jarmuż, imbir, kiwi, czosnek, cukinia, papryka, kasza jaglana, gryczana, inne pełnoziarniste zboża, avocado, oliwa z oliwek, masło, buraki, ryby morskie, jagnięcina? To tylko namiastka produktów, które mogą i powinny znajdować się w diecie malucha (oczywiście wprowadzane stopniowo, powoli i z głową). Gotując samemu, mamy nieograniczone możliwości.
 
Żeby wpis był pełny nie mogę nie odnieść się do nasuwających się wszystkim na myśl zalet gotowych dań słoiczkowych. A więc poniżej je obalam.
 
Czystość, ekologiczna uprawa i kontrola produktów. Zgadzam się z tym, że w dzisiejszych czasach ciężko znaleźć na supermarketowych półkach produkty naturalne. Dotyczy to zarówno warzyw, owoców, mięs i ryb. Z drugiej strony mieszkając na wsi, czy też w mieście można nawiązać kontakty z małymi hodowcami czy miejscowymi rolnikami i zaopatrywać się u nich w żywność zdecydowanie zdrowszą i nie naszpikowaną chemią tak, jak ta sklepowa. Trzeba tylko chcieć i poświęcić temu odrobinę uwagi. I nie wariować w temacie eco.
 
Wygoda. Owszem, karmienie ze słoiczków nie wymaga od nas czasu, zaangażowania, myślenia, wykonania żadnych czynności w kuchni. Kupujemy, otwieramy i karmimy. Ale patrząc z drugiej strony - ile czasu i pracy zabiera gotowanie dla niemowlaka? Obranie dwóch ziemniaków, kawałka cukinii i kilku różyczek brokuła to jakieś 2 minuty, potem 10 minut gotowania lub 20 minut parowania, 15 sekund blendowania i obiad na 3 dni gotowy. Takie danie można przechowywać w lodówce 48 godzin. Można również zamrozić na kilka tygodni.
 
Jeśli nie jest to pierwszy post jaki czytasz na naszym blogu, zapewne zdążyłaś się zorientować, że daleko nam do fanatyzmu i skrajności. Ja również mam w szafce kilka słoiczków na tzw. czarną godzinę, na wszelki wypadek, na dzień w którym wszystkie okoliczności świata będą przeciwko mnie. Na dzień kiedy nie zorganizuję się i nie znajdę nawet tych 10 minut na przygotowanie posiłku dla córki, a zapasy lodówkowe się skończą. Na dzień kiedy wstanę chora, albo będę musiała niespodziewanie wyjść z domu i z dziećmi zostanie ktoś inny. W takich wypadach posiadanie awaryjnego słoiczka jest nie do przecenienia.

Newsletter

Oprogramowanie sklepu internetowego Sellingo.pl